Teraz to dopiero chciałoby się uciec

W poprzednim poście pisałam o mojej chęci ucieczki z miejsca, gdzie teraz mieszkam. Gdyby taka ochota naszła mnie z rok – dwa lata wcześniej kto wie, może mieszkałabym teraz gdzieś na wsi, z dala od ludzi, gdzie można swobodnie spędzać czas na dworze, bez obawy o zarażenie koronawirusem.

O ile kilka miesięcy temu wahałam się pomiędzy przeprowadzką na wieś, albo do miasta, dziś szala zdecydowanie przechyla się w stronę wsi. W mieście nawet chcąc od czasu do czasu wyjść na spacer, żeby nie zwariować, trudno minąć się w bezpiecznej odległości na wąskich chodnikach. Szaleństwo.

To wszystko wygląda surrealistycznie. Któż z 4 miesiące temu spodziewał by się takiego obrotu rzeczy? Tych wyludnionych miast, pełnych szpitali i kostnic (na szczęście nie u nas i oby podjęte środki i izolacja były wystarczające).

Pytanie też brzmi czy nauczy nas to pokory? Co chwilę przyroda pokazuje nam jak niewiele znaczymy i jak niewiele możemy. Zwykle czyni to poprzez wiatr, deszcze czy upały. Tym razem zaangażowała małe organizmy. Może czas przyznać, że nie jesteśmy panami świata tylko jego częścią. Może czas poświęcić szybki postęp i wieczne dążenie do prosperity na rzecz dbałości o Ziemię, na której żyjemy i badania naukowców nad rzeczami, których naprawdę potrzebujemy, czyli m.in. lekami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.